Poświecenie pól 2026
Drodzy Bracia i Siostry, umiłowani mieszkańcy Podjedla, Sobiesęk i całej naszej parafialnej wspólnoty.
Spotykamy się dziś przy tej kapliczce – miejscu szczególnym. Nie jest to tylko przydrożny znak wiary. To miejsce modlitwy, pamięci i łez. Miejsce, gdzie ziemia tej małej ojczyzny została naznaczona cierpieniem ludzi prostych, niewinnych, naszych przodków.
A jednocześnie spotykamy się dziś w uroczystość Zesłania Ducha Świętego – w dzień, kiedy Kościół przypomina sobie, że Duch Boży przychodzi tam, gdzie człowiek po ludzku powiedziałby: „to już koniec”. Duch Święty przychodzi tam, gdzie jest lęk, ból, zamknięte drzwi i pamięć ran.
W Dziejach Apostolskich słyszeliśmy dziś: „Ukazały się im języki jakby z ognia”. I zaraz potem wydarzyło się coś niezwykłego – ludzie różnych języków, narodów i miejsc zaczęli się rozumieć. To jest pierwszy wielki znak Ducha Świętego: nie podział, ale jedność. Nie nienawiść, ale wspólnota. Nie zaniknięcie się człowieka w sobie, ale otwarcie serca na drugiego. Ogień Ducha Świętego nie niszczy – ale oczyszcza, podnosi i daje nowe życie. I może właśnie dlatego tak głęboko przemawia dziś do nas to miejsce.
Bo tutaj, w Podjedlu, 15 sierpnia 1944 roku, przyszedł inny ogień – ogień wojny, nienawiści i przemocy. Niemieckie oddziały przyjechały tutaj podczas pacyfikacji okolic Barbarki i Skały. Ginęli niewinni ludzie. Wyciągano mieszkańców z domów. Rozstrzeliwano ojców rodzin, kobiety, ludzi wracających drogą do domu.
Starsze pokolenie wspominało nawet kobietę pracującą w polu podczas żniw. Sierpień był przecież czasem ciężkiej pracy. Ludzie byli wtedy przy zbożu, przy obejściach, na drogach. Wojna weszła nagle w zwyczajny dzień pracy. To pokazuje okrucieństwo tamtej pacyfikacji – ginęli zwyczajni mieszkańcy tej ziemi.
Do dziś mieszkańcy pamiętają nazwiska pomordowanych. Ta ziemia pamięta ich kroki. Ta droga pamięta krzyk matek. Ta kapliczka stoi jak świadek tamtego dnia.
Drodzy Bracia i Siostry.
Na tej kapliczce są zapisane konkretne nazwiska:
- Marian Bień – 25 lat,
- Tadeusz Madejski – 26 lat,
- Piotr Gumuła – 27 lat,
- Teofila Palimąka – 49 lat,
- Stanisław Pawlik – 27 lat,
- Jan Bień – 39 lat.
To nie są anonimowe ofiary wojny. To byli mieszkańcy tej ziemi. Może chodzili tymi samymi drogami co my. Może pracowali na tych samych polach. Może modlili się dokładnie w tym miejscu.
I dlatego tak mocno brzmi napis wyryty na tej kapliczce: „Waszym domem wiecznym, Jest tylko grób mały. Wzywamy was powstańcie, Polegli na polu chwały.”
Ale jest też jeszcze jedna historia, którą starsi mieszkańcy przekazywali szeptem swoim dzieciom i wnukom. Historia o małym chłopcu. Mówi się, że podczas egzekucji miał zginąć również on. Ale wtedy pies gospodarski rzucił się na niemieckiego żołnierza. Powstało zamieszanie. Krzyki. Strzały. I w tym chaosie dziecko ocalało. Ludzie mówili później: „pies uratował dziecko”. Może ktoś powie: przypadek. Ale człowiek wierzący wie, że Pan Bóg potrafi działać nawet w największym chaosie historii. Potrafi ocalić życie tam, gdzie po ludzku nie było już nadziei. I dlatego ta opowieść jest dziś tak ważna. Bo ona przypomina nam, że zło nigdy nie ma ostatniego słowa. Duch Święty jest Duchem życia.
Tam, gdzie człowiek przynosi śmierć – Bóg pozostawia nadzieję. Tam, gdzie pojawia się nienawiść – Bóg zasiewa pamięć i przebaczenie. Tam, gdzie rozlana została krew – może wyrosnąć modlitwa. I właśnie dlatego od tylu lat mieszkańcy gromadzą się tutaj na modlitwie o urodzaje, o błogosławieństwo pól, o chleb powszedni.
Bracia i Siostry – poświęcenie pól to jedna z najpiękniejszych i najstarszych tradycji chrześcijańskiej wsi.
Nasi przodkowie dobrze wiedzieli, że człowiek może:
- zaorać ziemię,
- zasiać zboże,
- pielęgnować plony,
- ciężko pracować od rana do nocy, ale ostatecznie wzrost daje Bóg.
Dlatego wychodzili z kościołów na drogi i pola. Stawali przy krzyżach i kapliczkach. Śpiewali litanię do Wszystkich Świętych, prosili o deszcz, o ochronę przed gradem, suszą i wojną.
Poświęcenie pól było zawsze modlitwą ludzi pokornych. Ludzi, którzy wiedzieli, że nie są panami świata, ale współpracownikami Boga.
To bardzo ważne szczególnie dziś, gdy świat próbuje żyć tak, jakby wszystko zależało wyłącznie od człowieka, pieniędzy i techniki.
A przecież wystarczy:
- jedna susza,
- jeden grad,
- jedna wojna,
- jeden moment niepokoju,
i człowiek odkrywa, jak bardzo jest kruchy.
Nasi ojcowie i dziadkowie przychodzili więc z tą modlitwą, bo wiedzieli, że ziemia jest darem Boga.
I zobaczcie, jak niezwykłe jest to dzisiejsze spotkanie.
Modlimy się o błogosławieństwo pól właśnie tutaj – w miejscu, gdzie kiedyś pola widziały śmierć ludzi.
Tamci zamordowani mieszkańcy także patrzyli na te łany zbóż. Także wychodzili rano do pracy. Także modlili się o chleb dla swoich rodzin.
Dlatego ta modlitwa ma dziś szczególną głębię.
Bo prosząc o urodzaje, prosimy jednocześnie:
- aby na tej ziemi nigdy więcej nie było wojny,
- aby dzieci mogły spokojnie dorastać,
- aby człowiek szanował życie,
- aby nigdy więcej pola tej ziemi nie oglądały ludzkiej krwi.
Ale, Bracia i Siostry, jest jeszcze jedna bardzo ważna intencja tej dzisiejszej modlitwy. Modlitwa o jedność między nami. Bo jakże to jest możliwe, że nasi przodkowie potrafili razem cierpieć, razem bronić wiary, razem ginąć za Ojczyznę, a my dzisiaj czasem nie potrafimy:
- rozmawiać ze sobą,
- przebaczyć sobie,
- podać ręki sąsiadowi,
- żyć w zgodzie we własnej wspólnocie?
Tamci ludzie w czasie wojny byli razem, bo wiedzieli, że tylko jedność daje siłę. Dzisiaj diabeł bardzo często nie przychodzi z karabinem.
Przychodzi z:
- kłótnią,
- zazdrością,
- pychą,
- plotką,
- podziałem,
- niechęcią jednego człowieka do drugiego.
I dlatego może naprawdę dobrze się stało, że ta Msza święta odbywa się właśnie tutaj.
Przy tej kapliczce.
Bo to miejsce mówi nam nie tylko o śmierci. Ono mówi także o odpowiedzialności za siebie nawzajem.
Nie można czcić pamięci pomordowanych i jednocześnie nosić w sercu nienawiści do sąsiada.
Nie można modlić się o błogosławieństwo pól, jeśli zabraknie błogosławieństwa zgody między ludźmi.
Bo nawet najpiękniejsze plony nie dadzą człowiekowi pokoju i radości, jeśli serce pozostanie pełne gniewu.
Dlatego prośmy dziś Ducha Świętego:
- o zgodę w rodzinach,
- o jedność między sąsiadami,
- o umiejętność przebaczenia,
- o dobre słowo zamiast osądzania,
- o serca wolne od pychy i zawziętości.
Niech ta kapliczka stanie się od dzisiaj jeszcze bardziej miejscem pojednania.
Niech ludzie, którzy tutaj przychodzą:
- potrafią ze sobą rozmawiać,
- modlić się razem,
- pomagać sobie,
- i pamiętać, że jesteśmy jedną wspólnotą.
Dziś znowu nad nami jest majowe niebo.
Znowu zielenią się pola.
Znowu modlimy się:
„Odnowisz oblicze ziemi”.
Jak śpiewaliśmy w psalmie.
I może właśnie tutaj, bardziej niż gdziekolwiek indziej, rozumiemy znaczenie tych słów.
Bo Duch Święty odnawia nie tylko ziemię.
On odnawia także ludzką pamięć i serca.
Nie pozwala nam zapomnieć o przodkach.
Nie pozwala utracić wiary.
Nie pozwala, aby historia została przykryta milczeniem.
Kapliczka w Podjedlu mówi nam:
- że wiara potrafi przetrwać terror,
- że modlitwa jest silniej sza od przemocy,
- że człowiek bez Boga potrafi stać się okrutny,
- ale człowiek otwarty na Ducha Świętego potrafi nieść życie i dobro.
Za chwilę będziemy modlić się o błogosławieństwo pól.
Będziemy prosić:
- o urodzaj,
- o ochronę przed klęskami,
- o pokój dla świata,
- o zgodę w rodzinach,
- o szacunek dla chleba i pracy rolnika.
Ale módlmy się dziś także:
- za pomordowanych z Podjedla,
- za tych, których nazwiska zna tylko Bóg,
- za dzieci wojny,
- za wszystkich, którzy cierpieli tutaj w sierpniu 1944 roku.
I prośmy Ducha Świętego, aby odnowił oblicze tej ziemi – tej konkretnej ziemi Podjedla i Sobiesęk.
Niech ta kapliczka pozostanie miejscem: pamięci, pojednania, modlitwy, i nadziei.
A Duch Święty niech prowadzi następne pokolenia, aby nigdy więcej człowiek nie podniósł ręki na niewinnego człowieka – ani ręki pełnej przemocy, ani słowa pełnego nienawiści.
Amen.



